To czego potrzebuje wspolczesna Pani Domu- Domowe porady, pielegnacja ciala, moda i kto wie co jeszcze...
11 stycznia 2012
Wiec tak... ostatnio dosc czasu poswiecam na pozycjonowanie tego bloga, by byl dla was bardziej dostępny. Stawiam na roznego rodzaju fora spolecznosciowe i tak zaczynam zbierac pierwsze owocki z moich wielogodzinnych zmagań Uff ff.... Podskoczyła ogladalnosc ;) i pojawiły się komentarze :D No i zostałam zaproszona do konkursiku a ze radochę mam taka ze wkoncu się ktos do mnie odezwał ;) Pisze tego posta, bo mam zamiar przystapic do konkursików organizowanych przez Przystankowa z Ballada z przystanku Tam tez znajdziecie więcej informacji bo konkursiki sa dwa i to bardzo ciekawe :)
9 stycznia 2012
Decoupage cz.1
| Moje ulubione dzielo :P A jest to przerobione metalowe pudełko po ciastkach |
| A to juz drewniane pudełko, któremu nadalam starodawny wygląd i choc na zdjęciu nie widać dodałam srebrne refleksy na całym obrazku |
Wiec tak:
- Male nożyczki z ostrymi końcami do wycinania małych detali. Moga byc te do paznokci, ale łatwiej pracować z prostymi ostrzami. Dobre sa tez nożyki.
- Szeroki pędzel ze spłaszczona koncowna i miękkim włosiem. Zazwyczaj używany jest nr.10, a stosujemy go do nakładania kleju i lakieru. Dobrze miec do każdego osobne, ale na początek jeden wystarczy.
- Waski, miękki pędzel do przyklejania motywów serwetkowych i innych z bardzo ciekiego papieru. Choc ja wam polecę inna metodę, ale o tym juz w następnej czesci.
- Farby akrylowe te w małych tubkach jak i te w puszkach.
- Klej do decoupage lub biały który po wyschnięciu staje się przezroczysty np. drewna, materialow itp. niestety nie znam polskich nazw i firm.
- Lakiery akrylowe blyszczace lub matowe do wykaczenia prac
- Lakiery syntetyczne (przy uzyciu preparatu do spekan)
- Primer preparat którym pokrywamy suche materiał i dzięki czemu farba nie wchlania się tak i zaoszczedzamy na niej
- Serwetki, wydruki, papiery do decupage i papiery ryzowe
- Przedmioty do dekorowania jak drewniane, plastikowe, ceramiczne, szklane, metalowe, terakotowe, czy cynkowane... nadaje się po prostu wszystko.
- Zestaw pędzli o roznej szerokości i rodzaju do wykańczania, cieniowania i malowania drobnych elemetow
- Lakiery do spekan tzw. crackle jednoskladnikowe dające efekt spękanej farby i dwuskladnikowe dające efekt spękanej porcelany.
- Folie do zlocen w platkach lub rolce
- Preparaty do lakierowania zlocen uniemozliwiajace utlenianie się foli
- Kej do zlocen
- Medium do tkanin umozliwiajace nanoszenie wzoru na tkaniny
- Medium do świeczek umozliwiajace ich malowanie i zdobienie wzorami papierowymi
- Medium do transferu umozliwiajace nanoszenie zdjec na ozdabiane rzeczy
- Pasty strukturalne do uzyskania efektu trujwymiarowego
To rowniez metalowa puszka, ale tym razem domalowalam tlo do obrazka by go rozmyc i ladnie wcielic w powierzchnie
8 stycznia 2012
7 stycznia 2012
Jak dbac o odzież, czyli pranie i prasowanie
Stan i dlugosc życia naszych ubrań w dużej mierze zalezy od tego w jaki sposób z nimi postępujemy. Wiadomo odzież robocza narażona jest w dużym stopniu na zniszczenia. Jednak tagze ubrania codziennego użytku oraz te odswietne narażone sa na zniszczenia, które bardzo często zachodzą podczas ich noszenia jak roznego rodzaju plany (jak je usunac zajrzyj tutaj ), oraz w czasie ich prania czy prasowania. I o tym wlasnie będzie dzisiejszy post. By utrzymać nasze ubrania w jak najlepszym stanie, bo przebierz nie chcemy byc marnotrawne, bo niedbanie o nasza odzież to marnotrawienie, wyrzucanie naszych ciezko zapracowanych pieniędzy w błoto :)
Jak prac
Jak prasować
Najlepiej jest prasować w pobliżu okna ponieważ jest to najlepsze zrodla swiatla i powietrza. Jeśli jest to nie możliwe próbujemy znalesc jak najlepsze ku temu warunki. Nalezy przygotowac miejsce na rzeczy do prasowania i wyprasowane w pobliżu deski do prasowania oraz odpowiednio je posortowac wedlug temperatury zaczynajac zawsze od najnizszej.
A najlepsze efekty prasowania widac dopiero po kilku godzinach swobodnego lezenia ubrań, czyli prasowanie przed wyjsciem odpada :P W przypadku ubrań workowatych i marszczen trzymamy zelazko 2,5cm nad ubraniem i uzywamy funkcji dodatkowego udezenia pary. Oczywiscie perfekcjonizm ma swoje granice!!! Co oznacza, ze nie trzeba wszystkiego prasować na kancik ;) A jezeli nie zaladujesz za bardzo pralki, szybko rozwiesisz pranie odpowiednio je wygladzajac i poskladasz zaraz po sciagnieciu ze sznurka mozesz ilosc garderoby do prasowania zmniejszyc do minimum.... Pewne rzeczy chcac, nie chcac trzeba wyprasowac, wiec a tu wam zamieszczam kilka ulatwien, by nie staly się one wasza nocna zmora :)
Jak prac
- Oprozniamy kieszenie i wyciągamy paski. Zabezpieczamy zamki blyskawiczne, bo to one sa glownym powodem powstawania małych dziurek na cienkich materiałach.
- Razem pierzemy rzeczy wymagające tego samego programu. A oto oznaczenia ma metkach dotyczące wyboru programu prania oraz prasowania.
- Miejsca zabrudzone na białych materiałach traktujemy wybielaczem, a na kolorowych odplamiaczem. Jak usowac plamy zajrzyj do postu o plamach, link do niego znajdziesz powyżej.
- Wełniane rzeczy pierzemy ręcznie w cieplej wodzie z dodatkiem płynu do wełny.
- Ręcznie nalezy prac rowniez rzeczy z jedwabiu i nylonu
- Firanki po wypraniu warto wieszac jeszcze mokre na oknie, pod swoim ciezarem wyprostują się , a my zaoszczedzimy na pradzie zurzytym przy złudnej pracy prasowania firanek, a i nie nabawimy się uszczerbku na zdrowiu psychicznym ;) TYLKO NIE WOLNO PALIC PAPIEROSÓW PRZY WILGOTNYCH FIRANKACH BO ZAMIAST PACHNIEĆ SWIEZOSCIA BEDA SMIERDZIEC JAK STARA POPIELNICZKA!!!
- Wyprane rzeczy nalezy natychmiast wyjąc z pralki i wieszac lub skladza , aby się nie pogniotły. A i warto pamietac ze juz po pól godziny po wypraniu, rzeczy zaczynają tracic Świerzy zapach i zaczyna się proces gnijmy :/
- Zawsze wybieramy najniższa temperaturę prania. Dzis srodki czystości sa tak skuteczne ze codzienne pranie bardzo dobrze się dopiera juz w w 30 stopniach i programie szybkim. A i ten system pozwala nam zaoszczedzic 40% zużywanej Energi!!!
- Uruchamiamy pralkę tylko pelna , ale nie przepełniona, bo wtedy jest większe zużycie pradu i wody, a po za tym ubrania się nie dopierają i się gniota.
Jak prasować
Najlepiej jest prasować w pobliżu okna ponieważ jest to najlepsze zrodla swiatla i powietrza. Jeśli jest to nie możliwe próbujemy znalesc jak najlepsze ku temu warunki. Nalezy przygotowac miejsce na rzeczy do prasowania i wyprasowane w pobliżu deski do prasowania oraz odpowiednio je posortowac wedlug temperatury zaczynajac zawsze od najnizszej.
A najlepsze efekty prasowania widac dopiero po kilku godzinach swobodnego lezenia ubrań, czyli prasowanie przed wyjsciem odpada :P W przypadku ubrań workowatych i marszczen trzymamy zelazko 2,5cm nad ubraniem i uzywamy funkcji dodatkowego udezenia pary. Oczywiscie perfekcjonizm ma swoje granice!!! Co oznacza, ze nie trzeba wszystkiego prasować na kancik ;) A jezeli nie zaladujesz za bardzo pralki, szybko rozwiesisz pranie odpowiednio je wygladzajac i poskladasz zaraz po sciagnieciu ze sznurka mozesz ilosc garderoby do prasowania zmniejszyc do minimum.... Pewne rzeczy chcac, nie chcac trzeba wyprasowac, wiec a tu wam zamieszczam kilka ulatwien, by nie staly się one wasza nocna zmora :) - SZTRUKS I WELWET- odzież ta prasuje się na lewej stronie a na desce rozkladamy gruby recznik.
- BAWELNA- prasujemy na prawej stronie, lecz w przypadku ciemnych ubrań uzywamy szmatki by zapobiec blyszczeniu się materialu.
- MATERIALY METALIZOWANE- Nie lubia ciepla. Nalezy uzywac chlodnego zelazka wykozystujac przy tym szmatke.
- TKANINY Z DLUGIM WLOSEM- Ulozyc wlosiem do dolu i niedociskajac prasować para. Puzniej rozprostowac delikatnie czeszac i strzepujac.
- POLIESTER- jest wluknem sztucznym i ma niska temperaturę topnienia. Zawsze niezwlocznie trzeba sprawdzic na metce temperaturę prasowania.
- CIEZKIE ZASLONY- Mozna prasować w pionie. Podkladamy pod zaslone poduszke z bawelniana poszewka i ustawiamy na dodatkowe uderzenie pary.
- OCHRONA DELIKATNYCH GUZIKOW- Mozna je zabezpieczyc przykrywajac je lyzeczke do herbaty i prasujac w kolo.
- WYPUKLE, HAFTOWANE WZORY- kladziemy odzież wzorem do dolu na desce pokrytej grubym recznikiem i prasujemy z funkcja dodatkowego uderzenia pary.
1 stycznia 2012
Niespodzianka od Anthea Turner
Dzis wstawiam wam kilka wskazówek od królowej czystości czyli Anthea Turner!!!
30 grudnia 2011
Podwojny podbrodek
Dzis o problemie który dotyczy wielu z nas. A mowa o podwójnym podbródku. Jest on głownie problemem u osób otyłych, co nie znaczy ze nie pojawia się u osób szczupłych. Ponieważ moze powstać poprzez zwiotczenie tkanki, szybka Utratę wagi, przesadna dietę na odchudzanie czy nawet przez ciezko przebyta chorobę. Niestety skutki sa szpecące dla kobiecej urody gdyż daje wrażenie podeszłej wiekiem kobiety.
By zapobiegać jego powstaniu trzeba uwarzac na dietę by nie przytyc zbyt duzo, ale i nie gubic zbyt szybko kilogramów, gdyż skora nie nadaza i bez odpowiednich cwiczen moze zwiotczec w tym miejscu.
Gdy juz się pojawi ten problem mozna zastosować plan przez który szybko i skutecznie usuniemy podwójny podbródek.
By zapobiegać jego powstaniu trzeba uwarzac na dietę by nie przytyc zbyt duzo, ale i nie gubic zbyt szybko kilogramów, gdyż skora nie nadaza i bez odpowiednich cwiczen moze zwiotczec w tym miejscu.
Gdy juz się pojawi ten problem mozna zastosować plan przez który szybko i skutecznie usuniemy podwójny podbródek.
- MASAŻ robimy wszystkimi palcami obu rak, az skora się zaczerwieni. Od srodka brody, z Głowa odchylona do tylu, zaczynamy ciagnac (pocierać) dlonmi w prawo i lewo w tym samym czasie. Mozna zastosować kremy specjalistyczne do tego celu, które tylko ułatwia nam prace.
- GIMNASTYKA Stosujemy ja dwa razy dziennie po okolo 15min. Zaczynamy od podnoszenia glowy do Góry i odchylania do tylu. Wracając od poprzedniej pozycji (do Góry) skręcamy Głowa w prawo i lewo po 3-4 razy. Puzniej otwieramy usta jak najszezej możemy i je zamykamy powoli. Wyciągamy język na zewnątrz i próbujemy dotknac nim nosa. Kładziemy się na luzku z Głowa i szyja w powietrzu na 3 minuty (musi byc zachowana prosta linia), a potem obracamy się na brzuch i podnosimy do Góry glowe ile tylko się da, a w tym samym czasie oddychamy. Opuszczamy glowe i bierzemy 3 oddechy. Po gimnastyce nakładamy krem i robimy masaż. Gimnastyka ta powinna potrwać przez 7-10 dni w zaleznosci od przypadku. Ale najlepsza gimnastyka jest trzymanie glowy w pozycji prostej, jak najwyżej podczas wykonywania wszystkich prac.
- UTRATA ZBĘDNYCH KILOGRAMÓW. Nie pomorze masaż i gimnastyka jeżeli nie usunie się glownego powodu pojawienia się podwójnego podbródka. Jedzcie pomału i gryźcie dobrze, gdyż szybkie jedzenie posilkow pomaga w pojawieniu się tego problemu.
- OKŁADY Moczymy ręczniczek do twarzy w wodzie z odrobina soli i składamy cztery razy. Wykręcamy dobrze nadmiar wody i trzymając pod broda za dwa rogi zaczynamy uderzac rytmicznie w miejsce dotknięte problemem okolo 20 razy. Następnie pocieramy napiętym ręcznikiem to samo miejsce trac w prawo i lewo
- PODWIĄZANIE PODBRÓDKA W domu gdy nie widzi nikt mozna zalozyc uciskowa opaskę na podbródek zrobiona ze starej pończochy. Tak mozna wykonywać wszystkie prace domowe ;)
25 grudnia 2011
Wesolych Swiat
Wesołych Swiat Bożego Narodzenia zycze wszystkim i spełnienia marzeń

- dobry wieczór proszę pani – powiedział z uśmiechem na twarzy aniołek pani Iwona bardzo się zdziwiła i zapytała aniołka
- co ty tutaj robisz?
- Jestem aniołkiem, przyleciałem z nieba miałem zanieść Mikołajowi nową parę świątecznych skarpetek – by nie było mu zimno, ale zgubiłem drogę i przyleciałem zapytać czy nie wie pani gdzie on mieszka?
Pani Iwona dziwnie się poczuła…
- Nie wiem aniołku… nie wiem gdzie mieszka Mikołaj ale mogę pomóc ci szukać – tylko proszę – pomóż mi…Zaraz będę rodzić – a nigdzie nie ma lekarza mógłbyś sprawić by dzidziuś urodził się cały i zdrowy?
Aniołek uśmiechnął się lekko i spojrzał na kobietę
- oczywiście proszę pani
aniołek klasnął w swoje malutkie rączki i pani Iwona poczuła się lepiej
- to będzie dziewczynka – powiedział aniołek. Urodzi się dziś, w wigilię dokładnie o północy lekarz nie będzie potrzebny – powiedział aniołek , pani bardzo się uradowała
-dziękuje ci aniołku naprawdę dziękuje teraz powiedz – jak ja mogę pomóc tobie? Będziemy razem szukać – dopowiedziała
- nie – odpowiedział aniołek, wyjął zza swej anielskiej koszulki parę skarpetek dla Mikołaja oto skarpetki, o których mówiłem, dziś wigilia, więc chyba już nie znajdę Mikołaja w tą wigilie, przeżyje jakoś jeszcze w starej parze, za to daje je teraz pani, za 14 lat, gdy dzidziuś będzie już duży da je pani swojej córce a ona dowie się, co to są prawdziwe święta położył skarpetki na stoliku uśmiechnął się i zniknął.
Pani Iwona ze zdziwieniem popatrzała na stolik i szepnęła
- jeszcze raz dziękuje aniołku….
O północy na świat przyszła śliczna, zdrowa dziewczynka nadano jej imię Martusia, lata mijały…. Dziewczynka rosła pomagała mamie a że była jedyną córeczką miała pełno obowiązków. Niestety Martusia nie była jednak chętna do pracy, jak inne dziewczynki wolała biegać, bawić się i zjeżdżać na sankach… Mijały święta za świętami. Co roku wigilia była taka sama. Ojciec Martusi umarł jeszcze przed jej narodzeniem. I ona wraz ze swoją matką we wsi liczącej kilka chatek każdą wigilie spędzała samotnie. Mimo że jej mama była bardzo biedna zawsze jednak za ostatnie grosze kupowała coś Martusi nie były to wielkie rzeczy – kilka jabłek, lub orzechów, ale dziewczynka cieszyła się i z tego. Jednak nigdy nie lubiła się tym dzielić, była biedna i uważała ze skoro ona nie ma to inni też nie powinni mieć, ale w głębi serduszka była dobrą dziewczynką. Lata mijały…
Martusia była coraz starsza… Wreszcie nastał czas… 14 Wigilia od narodzenia dziewczynki… Pani Iwona wiedziała i pamiętała o przysiędze, jaką złożyła aniołkowi… Trzymała skarpetki w szafie, głęboko – tak by nikt ich nie znalazł. Wieczorem, tak jak zawsze Martusia i jej mama zasiadły do wigilijnego stołu, w chatce nie było oświetlenia – świeciła się tylko jedna świeczka.. Nie było choinki, ozdób. Na stole leżał tylko kawałek karpia, który otrzymali od sąsiada. Martusia zmówiła modlitwę i zaczęła jeść. Po kolacji wraz ze swoją mamą usiadły na ławeczce na strychu. Posłuchaj Martusiu – rzekła mama mam dla ciebie w tym roku prezent… Inny niż zawsze… Jest to prezent wyjątkowy – jedyny w swoim rodzaju… W tej chwili wyjęła skarpetki Mikołaja
- Proszę moja córeczko, to dla ciebie – Martusia podeszła i wzięła je do ręki zdziwiona
- Dziękuje – odpowiedziała…
- Ale… Skąd masz takie duże skarpetki?
- To tajemnica – odpowiedziała mama.
Chwilę później, po odśpiewaniu kolęd mama położyła się spać, Martusia poszła jej jeszcze raz podziękować. Zbliżyła się do łóżka
- Mamusiu… Jeszcze raz dziękuje za ten prezent , jest śliczny…
- Cieszę się że ci się podoba – odpowiedziała mama
- Ale teraz muszę już spać… Mój aniołku , pójdziesz na dwór i zaniesiesz naszemu pieskowi kość, jeszcze dziś nic nie jadł…
-Dobrze odpowiedziała Martusia…
Ubrała się cieplutko i założyła skarpetki na nogi – ale duże – pomyślała, są tak wielkie, że spadają mi z moich stóp, dziwny prezent… Jednak związała je sznurkiem tak by nie spadały i wyszła na zewnątrz podeszła do budy i dała kość starej suczce, która od wielu lat pilnowała domku . Martusia spojrzała w niebo – pełne gwiazdek usiadła na chwilkę na śniegu i zamknęła oczka… Święta są cudowne – pomyślała. Nagle, gdy Martusia z zamkniętymi oczkami siedziała na śniegu usłyszała głos dzwonków i szelest sań. Szybko otworzyła oczka i wstała. Wyszła na środek zaśnieżonej ulicy i spojrzała zdziwiona przecież tu nikt nigdy nie przejeżdża – pomyślała, kto może tędy przejeżdżać w noc wigilijną?
Nagle zobaczyła jak z lasku wyłania się rząd reniferów a za nimi zaprzężone sanie. Martusia stała bez ruchu zaskoczona sanie zbliżały się do wioski były coraz bliżej i bliżej… Wreszcie zatrzymały się obok Martusi.
W saniach siedział dziwny człowiek miał zielone ubranko i zieloną czapeczkę, stanął i wyskoczył szybko z sań, spojrzał na zegarek i otarł czoło z potu, podbiegł szybko do Martusi i zapytał
- Czy to ty jesteś Martusia?
- Tak… To ja – odpowiedziała szybko!
- Wskakuj na sanie nie mamy czasu! – powiedział w pośpiechu człowieczek a raczej istotka, gdyż był mniejszy i lekko inny niż ludzie, jego skóra była zielonkawa, uszy wydłużone.
- Ale… ja nie mogę – odpowiedziała Martusia
- Później ci wszystko wytłumaczę – odrzekł ”ktoś” wziął ją za rękę i oboje znaleźli się w saniach.
- Ruszać! – krzyknął i w tym samym momencie renifery zaczęły biec Martusia czuła się dziwnie… Nie wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi… Ale nie bała się…Sanie pędziły przez lasy Laponii..
Martusia siedziała obok ”ludka’’ i zapytała
- Kim ty jesteś?
”Ludek” odwrócił się do niej i uśmiechnął
- Jestem Serafin – jeden z elfów Mikołaja. Święty kazał mi odszukać dziewczynkę o imieniu Martusia, mieszkającą w twojej wiosce, więc wziąłem jego sanie i pojechałem po ciebie – myślałem, że zdążę przed wigilią, ale po drodze spotkała mnie straszliwa burza śnieżna i zabłądziłem, dopiero po kilku dniach po ciebie przyjechałem. Nagle sanie uniosły się w górę i wraz z reniferami śmigały po gwieździstym niebie.
- a raczej chciałem powiedzieć przyleciałem – dopowiedział Serafin . Martusia wystraszyła się spojrzała w dół – znajdowali się wysoko nad ziemią
- Mówisz prawdę? -zapytała
- Oczywiście, teraz lecimy do siedziby Mikołaja – odpowiedział z uśmiechem
- Ale dlaczego?- zapytała zdziwiona Martusia
- Nie wiem, Mikołaj mi kazał – uśmiechnął się elf- wiem tylko jedno, mamy ogromne spóźnienie. Zabrałem Mikołajowi sanie, więc nie może rozwozić prezentów a jest już wigilia – dodał- chyba stracę prace…
Posmutniał… Sanie pomknęły w smugach śniegu i zniknęły za horyzontem…
Tymczasem…. W pewnej dolinie w Laponii wśród gęstych lasów sosnowych…W miejscu, o którym wiedzą wszyscy, ale którego jeszcze nikt nie znalazł w jednej z chatek – z żółto brązowych ścianach odbywało się zebranie elfów kilkadziesiąt zielonoskórych maluszków siedziało w ławkach obok siebie. Nagle do chatki wszedł Mikołaj ubrany jak zawsze w swój czerwony strój, jego broda jak zawsze długa sterczała na jego grubym brzuszku. Wyszedł na środek i zaczął przemawiać
- Moi kochani… Stała się rzecz straszna… Nasz mały Serafinek – zabrał sanie kilka dni temu by przywieść tu pewną dziewczynkę, która musi poznać prawdziwą tajemnice świąt… a do teraz go nie ma!!! Już noc wigilijna – od 2 godzin powinniśmy rozwozić prezenty, tymczasem nie mamy możliwości nawet się stąd wydostać. Wszystkie elfy spuściły główki ze smutkiem w oczach..
- Przykro mi… W tym roku dzieci niedostaną od nas prezentów… Zasmucił się też Mikołaj… Nagle wszyscy zgromadzeni usłyszeli charakterystyczny dźwięk dzwonków, oto zbliżały się sanie!!!! Wszyscy wybiegli na zewnątrz i spojrzeli w niebo
- To oni!!!!!! – krzyknął jeden z elfów
- To Serafin!!!!! – krzyknął inny
Tymczasem Martusia ujrzała cudowny widok, oto zbliżała się do wioski Mikołaja . Pośrodku doliny znajdowało się małe jeziorko, a wokół niego domki elfów i fabryka prezentów. Sanie szybko wylądowały, wianeczek elfów otoczył Martusie i Serafina. Dziewczynka nic nie mówiła była tak zdziwiona. Nagle ukazał się jej oczkom Mikołaj
- Witaj Martusiu – powiedział i zaśmiał się – hohoho
- Dobry wieczór – odpowiedziała…
- Zapewne dziwisz się, czemu wezwałem Cię do siebie, prawda?
- No… Tak – odpowiedziała…
- W dzisiejszą noc pojedziesz ze mną do dzieci – powiedział z uśmiechem. W mgnieniu oka elfy zapełniły sanie prezentami. Mikołaj i Martusia wskoczyli do sań. W tylnej części było tak wiele prezentów, że sanie ledwo oderwały się od ziemi, poleciały z ogromną szybkością w świat a była już 22.00
- Martusiu… Wiesz, co ty masz na stópkach? – zapytał prowadząc sanie
- To skarpetki, które mama dała mi dziś w prezencie – odparła- w prezencie?
- Aha – uśmiechnął się Mikołaj – muszę ci coś powiedzieć Martusiu… – Te skarpetki to nie są zwykłe zimowe skarpety. To skarpetki, które mają w sobie niezwykłą moc… One pozwalają zajrzeć do wnętrza samego siebie i poznać, jakim się naprawdę jest – mówił dalej.
- Ten, kto je nosi dowiaduje się, jaki naprawdę jest… I dzięki temu może się zmienić…
Martusia słuchała zdziwiona
- Ale.. Ja nic takiego nie doznałam.
- Tak ci się tylko wydaje- odparł Mikołaj
- Zamknij oczy moja droga…
Martusia wykonała polecenie. W tej samej chwili ogromny podmuch wiatru uderzył w sanie, dziewczynka wypadła i zaczęła spadać w dół… Zobaczyła tylko jak sanie oddalają się od niej, po czym straciła przytomność. Mikołaj uśmiechnął się i powiedział
- Dowiesz się Martusiu, jaki jest sens świąt.
Oczka dziewczynki powoli się otworzyły. Była w chatce – ale w bardzo bogatej i pięknie wystrojonej. Leżała w wielkim łóżku, obok znajdowała się choinka i masa prezentów.
autor mi nieznany
Więcej opowieści możecie znalesc tutaj http://magia-swiat.web21.pl/

W LAPOŃSKIEJ WIOSCE
Dawno dawno temu w jednej z wiosek w mroźnej Laponii urodziła się dziewczynka o imieniu… Martusia, gdy się rodziła, a była to noc Bożego Narodzenia jej mama siedziała w chatce i bardzo cierpiała nigdzie nie było lekarza i bała się, że dzidziuś może się nie urodzić zdrowy, w pewnej chwili przez okno na strychu do chatki tej pani wleciał mały aniołek- dobry wieczór proszę pani – powiedział z uśmiechem na twarzy aniołek pani Iwona bardzo się zdziwiła i zapytała aniołka
- co ty tutaj robisz?
- Jestem aniołkiem, przyleciałem z nieba miałem zanieść Mikołajowi nową parę świątecznych skarpetek – by nie było mu zimno, ale zgubiłem drogę i przyleciałem zapytać czy nie wie pani gdzie on mieszka?
Pani Iwona dziwnie się poczuła…
- Nie wiem aniołku… nie wiem gdzie mieszka Mikołaj ale mogę pomóc ci szukać – tylko proszę – pomóż mi…Zaraz będę rodzić – a nigdzie nie ma lekarza mógłbyś sprawić by dzidziuś urodził się cały i zdrowy?
Aniołek uśmiechnął się lekko i spojrzał na kobietę
- oczywiście proszę pani
aniołek klasnął w swoje malutkie rączki i pani Iwona poczuła się lepiej
- to będzie dziewczynka – powiedział aniołek. Urodzi się dziś, w wigilię dokładnie o północy lekarz nie będzie potrzebny – powiedział aniołek , pani bardzo się uradowała
-dziękuje ci aniołku naprawdę dziękuje teraz powiedz – jak ja mogę pomóc tobie? Będziemy razem szukać – dopowiedziała
- nie – odpowiedział aniołek, wyjął zza swej anielskiej koszulki parę skarpetek dla Mikołaja oto skarpetki, o których mówiłem, dziś wigilia, więc chyba już nie znajdę Mikołaja w tą wigilie, przeżyje jakoś jeszcze w starej parze, za to daje je teraz pani, za 14 lat, gdy dzidziuś będzie już duży da je pani swojej córce a ona dowie się, co to są prawdziwe święta położył skarpetki na stoliku uśmiechnął się i zniknął.
Pani Iwona ze zdziwieniem popatrzała na stolik i szepnęła
- jeszcze raz dziękuje aniołku….
O północy na świat przyszła śliczna, zdrowa dziewczynka nadano jej imię Martusia, lata mijały…. Dziewczynka rosła pomagała mamie a że była jedyną córeczką miała pełno obowiązków. Niestety Martusia nie była jednak chętna do pracy, jak inne dziewczynki wolała biegać, bawić się i zjeżdżać na sankach… Mijały święta za świętami. Co roku wigilia była taka sama. Ojciec Martusi umarł jeszcze przed jej narodzeniem. I ona wraz ze swoją matką we wsi liczącej kilka chatek każdą wigilie spędzała samotnie. Mimo że jej mama była bardzo biedna zawsze jednak za ostatnie grosze kupowała coś Martusi nie były to wielkie rzeczy – kilka jabłek, lub orzechów, ale dziewczynka cieszyła się i z tego. Jednak nigdy nie lubiła się tym dzielić, była biedna i uważała ze skoro ona nie ma to inni też nie powinni mieć, ale w głębi serduszka była dobrą dziewczynką. Lata mijały…
Martusia była coraz starsza… Wreszcie nastał czas… 14 Wigilia od narodzenia dziewczynki… Pani Iwona wiedziała i pamiętała o przysiędze, jaką złożyła aniołkowi… Trzymała skarpetki w szafie, głęboko – tak by nikt ich nie znalazł. Wieczorem, tak jak zawsze Martusia i jej mama zasiadły do wigilijnego stołu, w chatce nie było oświetlenia – świeciła się tylko jedna świeczka.. Nie było choinki, ozdób. Na stole leżał tylko kawałek karpia, który otrzymali od sąsiada. Martusia zmówiła modlitwę i zaczęła jeść. Po kolacji wraz ze swoją mamą usiadły na ławeczce na strychu. Posłuchaj Martusiu – rzekła mama mam dla ciebie w tym roku prezent… Inny niż zawsze… Jest to prezent wyjątkowy – jedyny w swoim rodzaju… W tej chwili wyjęła skarpetki Mikołaja
- Proszę moja córeczko, to dla ciebie – Martusia podeszła i wzięła je do ręki zdziwiona
- Dziękuje – odpowiedziała…
- Ale… Skąd masz takie duże skarpetki?
- To tajemnica – odpowiedziała mama.
Chwilę później, po odśpiewaniu kolęd mama położyła się spać, Martusia poszła jej jeszcze raz podziękować. Zbliżyła się do łóżka
- Mamusiu… Jeszcze raz dziękuje za ten prezent , jest śliczny…
- Cieszę się że ci się podoba – odpowiedziała mama
- Ale teraz muszę już spać… Mój aniołku , pójdziesz na dwór i zaniesiesz naszemu pieskowi kość, jeszcze dziś nic nie jadł…
-Dobrze odpowiedziała Martusia…
Ubrała się cieplutko i założyła skarpetki na nogi – ale duże – pomyślała, są tak wielkie, że spadają mi z moich stóp, dziwny prezent… Jednak związała je sznurkiem tak by nie spadały i wyszła na zewnątrz podeszła do budy i dała kość starej suczce, która od wielu lat pilnowała domku . Martusia spojrzała w niebo – pełne gwiazdek usiadła na chwilkę na śniegu i zamknęła oczka… Święta są cudowne – pomyślała. Nagle, gdy Martusia z zamkniętymi oczkami siedziała na śniegu usłyszała głos dzwonków i szelest sań. Szybko otworzyła oczka i wstała. Wyszła na środek zaśnieżonej ulicy i spojrzała zdziwiona przecież tu nikt nigdy nie przejeżdża – pomyślała, kto może tędy przejeżdżać w noc wigilijną?
Nagle zobaczyła jak z lasku wyłania się rząd reniferów a za nimi zaprzężone sanie. Martusia stała bez ruchu zaskoczona sanie zbliżały się do wioski były coraz bliżej i bliżej… Wreszcie zatrzymały się obok Martusi.
W saniach siedział dziwny człowiek miał zielone ubranko i zieloną czapeczkę, stanął i wyskoczył szybko z sań, spojrzał na zegarek i otarł czoło z potu, podbiegł szybko do Martusi i zapytał
- Czy to ty jesteś Martusia?
- Tak… To ja – odpowiedziała szybko!
- Wskakuj na sanie nie mamy czasu! – powiedział w pośpiechu człowieczek a raczej istotka, gdyż był mniejszy i lekko inny niż ludzie, jego skóra była zielonkawa, uszy wydłużone.
- Ale… ja nie mogę – odpowiedziała Martusia
- Później ci wszystko wytłumaczę – odrzekł ”ktoś” wziął ją za rękę i oboje znaleźli się w saniach.
- Ruszać! – krzyknął i w tym samym momencie renifery zaczęły biec Martusia czuła się dziwnie… Nie wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi… Ale nie bała się…Sanie pędziły przez lasy Laponii..
Martusia siedziała obok ”ludka’’ i zapytała
- Kim ty jesteś?
”Ludek” odwrócił się do niej i uśmiechnął
- Jestem Serafin – jeden z elfów Mikołaja. Święty kazał mi odszukać dziewczynkę o imieniu Martusia, mieszkającą w twojej wiosce, więc wziąłem jego sanie i pojechałem po ciebie – myślałem, że zdążę przed wigilią, ale po drodze spotkała mnie straszliwa burza śnieżna i zabłądziłem, dopiero po kilku dniach po ciebie przyjechałem. Nagle sanie uniosły się w górę i wraz z reniferami śmigały po gwieździstym niebie.
- a raczej chciałem powiedzieć przyleciałem – dopowiedział Serafin . Martusia wystraszyła się spojrzała w dół – znajdowali się wysoko nad ziemią
- Mówisz prawdę? -zapytała
- Oczywiście, teraz lecimy do siedziby Mikołaja – odpowiedział z uśmiechem
- Ale dlaczego?- zapytała zdziwiona Martusia
- Nie wiem, Mikołaj mi kazał – uśmiechnął się elf- wiem tylko jedno, mamy ogromne spóźnienie. Zabrałem Mikołajowi sanie, więc nie może rozwozić prezentów a jest już wigilia – dodał- chyba stracę prace…
Posmutniał… Sanie pomknęły w smugach śniegu i zniknęły za horyzontem…
Tymczasem…. W pewnej dolinie w Laponii wśród gęstych lasów sosnowych…W miejscu, o którym wiedzą wszyscy, ale którego jeszcze nikt nie znalazł w jednej z chatek – z żółto brązowych ścianach odbywało się zebranie elfów kilkadziesiąt zielonoskórych maluszków siedziało w ławkach obok siebie. Nagle do chatki wszedł Mikołaj ubrany jak zawsze w swój czerwony strój, jego broda jak zawsze długa sterczała na jego grubym brzuszku. Wyszedł na środek i zaczął przemawiać
- Moi kochani… Stała się rzecz straszna… Nasz mały Serafinek – zabrał sanie kilka dni temu by przywieść tu pewną dziewczynkę, która musi poznać prawdziwą tajemnice świąt… a do teraz go nie ma!!! Już noc wigilijna – od 2 godzin powinniśmy rozwozić prezenty, tymczasem nie mamy możliwości nawet się stąd wydostać. Wszystkie elfy spuściły główki ze smutkiem w oczach..
- Przykro mi… W tym roku dzieci niedostaną od nas prezentów… Zasmucił się też Mikołaj… Nagle wszyscy zgromadzeni usłyszeli charakterystyczny dźwięk dzwonków, oto zbliżały się sanie!!!! Wszyscy wybiegli na zewnątrz i spojrzeli w niebo
- To oni!!!!!! – krzyknął jeden z elfów
- To Serafin!!!!! – krzyknął inny
Tymczasem Martusia ujrzała cudowny widok, oto zbliżała się do wioski Mikołaja . Pośrodku doliny znajdowało się małe jeziorko, a wokół niego domki elfów i fabryka prezentów. Sanie szybko wylądowały, wianeczek elfów otoczył Martusie i Serafina. Dziewczynka nic nie mówiła była tak zdziwiona. Nagle ukazał się jej oczkom Mikołaj
- Witaj Martusiu – powiedział i zaśmiał się – hohoho
- Dobry wieczór – odpowiedziała…
- Zapewne dziwisz się, czemu wezwałem Cię do siebie, prawda?
- No… Tak – odpowiedziała…
- W dzisiejszą noc pojedziesz ze mną do dzieci – powiedział z uśmiechem. W mgnieniu oka elfy zapełniły sanie prezentami. Mikołaj i Martusia wskoczyli do sań. W tylnej części było tak wiele prezentów, że sanie ledwo oderwały się od ziemi, poleciały z ogromną szybkością w świat a była już 22.00
- Martusiu… Wiesz, co ty masz na stópkach? – zapytał prowadząc sanie
- To skarpetki, które mama dała mi dziś w prezencie – odparła- w prezencie?
- Aha – uśmiechnął się Mikołaj – muszę ci coś powiedzieć Martusiu… – Te skarpetki to nie są zwykłe zimowe skarpety. To skarpetki, które mają w sobie niezwykłą moc… One pozwalają zajrzeć do wnętrza samego siebie i poznać, jakim się naprawdę jest – mówił dalej.
- Ten, kto je nosi dowiaduje się, jaki naprawdę jest… I dzięki temu może się zmienić…
Martusia słuchała zdziwiona
- Ale.. Ja nic takiego nie doznałam.
- Tak ci się tylko wydaje- odparł Mikołaj
- Zamknij oczy moja droga…
Martusia wykonała polecenie. W tej samej chwili ogromny podmuch wiatru uderzył w sanie, dziewczynka wypadła i zaczęła spadać w dół… Zobaczyła tylko jak sanie oddalają się od niej, po czym straciła przytomność. Mikołaj uśmiechnął się i powiedział
- Dowiesz się Martusiu, jaki jest sens świąt.
Oczka dziewczynki powoli się otworzyły. Była w chatce – ale w bardzo bogatej i pięknie wystrojonej. Leżała w wielkim łóżku, obok znajdowała się choinka i masa prezentów.
autor mi nieznany
Więcej opowieści możecie znalesc tutaj http://magia-swiat.web21.pl/
Subskrybuj:
Posty (Atom)



